Prelekcja na Polconie - wreszcie sukces!

2011-09-07 | autor: flamenco108

Po pobycie na Polconie ogarnęła (ogarła wręcz) mnie degrengolada. A to, że już ostatnie dni lata. A to, że się zaczyna babie lato. A to, że już ciemno, kiedy budzik dzwoni, a dni robią się krótsze, komary z zimna się pochowały, a jabłka spadają na głowę krzycząc “Eureka!”. Ale w zasadzie, to jestem całkiem zadowolniony. Za trzecim podejściem zeszły się wszystkie warunki, żeby prelekcję, którą wygłosiłem na ostatnim Polconie, uznać za udaną:

  • przyszedłem z wyprzedzeniem, więc zdołałem dopilnować, żeby wszystkie potrzebne utensylia znalazły się na sali,
  • sala była, nikt nie pomylił rezerwacji,
  • nadeszła właściwa godzina (10:00 w sobotę, chyba najgorsze okienko na całej imprezie),
  • a jednak zebrała się prawie pełna sala słuchaczy,
  • którzy wyglądali na autentycznie zainteresowanych,
  • a nawet chyba byli, bo zadawali pytania

Zatem uznaję, że mimo starań moich i pomocników (tzw. “gżdaczy”, którym chwała), prelekcja się udała.

Gżdacze

Nawet mimo, że w drukowanych programie imprezy przydzielono mi godzinę, o czym dowiedziałem się dopiero zerkając do programu, bo w Internecie miałem dwie godziny i taką prezentację przygotowałem. Na szczęście wpadł rzeczony gżdacz i zanim zdążyłem spuentować, ogłosił pomyłkę organizatorów. Dzięki temu było więcej czasu na pytania. A tych było mnóstwo.

Może będzie nas więcej?


2011-09-07 autor: flamenco108